Mój ojciec (ponad 80 lat) udał się do banku by zapytać, czy upłynął termin którejś z lokat. Zdarza mu się zapominać o terminach. Wówczas traci na tym, bo pieniądze są nieoprocentowane. Pracownica banku powiedziała że tak, więc zlecił wypłatę. Otrzymał wypłatę z odsetkami. Nie otrzymał wtedy żadnej informacji, że zrywa lokatę przed terminem, co wynikało prawdopodobnie z błędu pracownika banku. Dopiero później otrzymał z banku pismo z wezwaniem do zapłaty kwoty 756 zł, jako kary za zerwanie lokaty. Ojciec złożył reklamację. Bank nie ustosunkował się do reklamacji, tylko przysłał kolejne pismo strasząc egzekucją.
Dlaczego bank od razu nie naliczył kary. Wówczas mój ojciec dowiedział by się, że zerwał lokatę. Czy i jak można się bronić przed próbą przerzucenia błędu pracownika na człowieka starego, z ograniczoną możliwością i szybkością ogarniania rzeczywistości?. Do kogo się zwrócić? Na razie tata wyśle skargę do Komisji Nadzoru Finansowego. Czy ojciec ma domagać się zwrotu utraconych korzyści? Jak skłonić bank do zaniechania szykan?
Szanse wygrania tego rodzaju sporu z bankiem są znikome. Najlepszą radą może tu być ta, żeby Pana ojciec zmienił bank na inny. To będzie chyba największa kara, jaka może ze strony Pana ojca spotkać bank. Dobrze by było, gdyby Pana ojciec także oznaczał, w jakimś kalendarzu, daty kończących się lokat, by sytuacja taka się nie powtórzyła.
Myli się Pan niestety w wielu kwestiach. Pracownik banku to nie urzędnik, bo bank to nie urząd.
Przechodząc do szczegółowej analizy. To Pana ojciec powinien przed likwidacją lokaty ustalić, a ostatecznie wypytać pracownika banku, o wszelkie szczegóły m. in. czy i kiedy termin lokaty upłynął?. Sam przyznaje Pan, że ojcu zdarza się zapominać i że ma on ograniczoną możliwość i szybkość ogarniania rzeczywistości. Niestety wiek, ani stan zdrowia nie są tu usprawiedliwieniem, ani też zwolnieniem z obowiązujących zasad. To tak jakby wszystkie starsze osoby miały być np. zwolnione z przestrzegania zasad ruchu drogowego.
Jeśli ktoś z uwagi na stan psychiczny nie wie co robi, to można taką osobę ubezwłasnowolnić, by nie czyniła innym i sama sobie szkody. Zasady przy lokacie terminowej są jasne i proste. Nie jest tak, że bank nie informuje o niczym. Klient ma potwierdzenie zawarcia lokaty, gdzie jest określona data, w której lokata kończy się. Do posiadacza konta i lokaty należy i w jego interesie jest, pilnowanie tychże dat. Są wyciągi z konta, lub dostęp do konta przez Internet, lub też w placówce. Sam załączył Pan taką informację o produktach, gdzie są uwidocznione daty zakończenia lokat. Można to więc samemu sprawdzić na wiele sposobów.
Naliczenie kary od razu przecież także nastąpiłoby już po zerwaniu lokaty. A z Pana toku rozumowania wynika, że niby wówczas Pana ojciec miałby szansę się dowiedzieć o zerwaniu lokaty. Nic by to nie dało, bo lokata już byłaby zerwana.
Zarzutu, że pracownik banku wprowadził ojca w błąd nie da się niczym obronić. Przyjmuje Pan także nie wiadomo skąd, że potrącenie kary umownej powinno nastąpić od razu. Wypłacenie przez bank odsetek nie jest dowodem na błąd. Co do naliczenia kary w późniejszym czasie, to chodzi tu raczej o to, że pracownik banku przyjmujący dyspozycje nie jest uprawniony do naliczenia kary umownej.
O jakich szykanach Pan pisze w ostatnim pytaniu, to już zupełnie nie wiadomo? Naliczenie kary za zerwanie lokaty przed terminem nie ma nic wspólnego z szykanowaniem kogokolwiek. Co do złożonej reklamacji, to bank powinien się do niej ustosunkować pisemnie. Należy w tym kierunku kłaść nacisk, jeśli już takowa reklamacja została złożona. Proszę pisać kolejne pismo z prośbą o wyjaśnienie, czemu reklamacja nie została rozpatrzona.
Skargę do Komisji Nadzoru Finansowego Pana ojciec może złożyć. Jednakże naszym zdaniem z dużym prawdopodobieństwem odpowiedź będzie zawierała podobne informacje, jak te zawarte w naszej poradzie.